Rozumiem motywy królikobójcy

13:12



O co chodzi?

Jakiś czas temu rozgorzała ostra dyskusja związana z pewnym kontrowersyjnym wydarzeniem, które miało miejsce w Danii. Otóż reporter radiowy Asger Juhl zabił w czasie porannej audycji dziewięciotygodniowego królika. Na dokładkę w obecności Linse Kesser, aktywistki na rzecz praw zwierząt. Jak donoszą media, redaktor zabił królika pompką rowerową po czym zabrał go do domu, oskórował i spożył razem z rodziną. W oficjalnym oświadczeniu można przeczytać, że cała „akcja” miała na celu zwrócenie  uwagi  na hipokryzję ludzi względem zwierząt. Na krótko po audycji w internecie rozgorzała ostra debata, ludzie domagają się natychmiastowego zwolnienia prezentera i poddania go wymiarowi sprawiedliwości. Wzywa się również do bojkotu lub wręcz rozwiązania całej stacji radiowej.

Co mnie zastanawia?

Czy jednak rzeczywiście metoda „uświadamiania”, którą zastosowano była w pełni niesłuszna? A może to wszystko było tylko specjalnym zabiegiem medialnym mającym na celu zwiększenie liczby słuchaczy, czy wręcz wątpliwego rodzaju rozsławienie redaktora? Obserwując różnego rodzaju media, czy to Internet, prasę, telewizję, łatwo zaobserwować, że skandale, seks, nagość i kontrowersje świetnie się sprzedają. Popularne jest podejście, niestety, że nie ważne co o nas mówią, czy nas chwalą czy ganią, ważne aby mówili. Porzućmy jednak domysły i przyjmijmy tą bardziej pozytywną opcję (jeśli o pozytywach można mówić, ale o tym później), czyli akcję uświadamiającą, obnażającą hipokryzję. 

Co ja o tym sądzę?

Nie zdobędę raczej poklasku pisząc, że rozumiem Juhl’a. Rozumiem jego motywy, ale nie popieram jego metod. Nawet jeśli nie zrobił tego z opisanych przeze mnie pobudek to weźmy na jego miejsce jakąkolwiek osobę, która zrobiłaby coś podobnego w celu uświadamiania lub zabrnijmy jeszcze dalej - w „obronie zwierząt”. Rozpatrzmy taki właśnie przypadek. Ponoć w zamyśle sprawcy wszystko miało być próbą zwrócenia uwagi na hipokryzję i wybiórczą empatię. Samego mnie nieraz wkurza, gdy słucham wręcz "oświeconego" moralizatorstwa o dobrobycie zwierząt, ochronie ginących gatunków itd. od ludzi jedzących mięso. Bo ocalenie kilkuset pand jest ważniejsze niż problem kilku miliardów zabijanych zwierząt, żyjących w tragicznych warunkach. Wystarczyło zabić publicznie małego, słodkiego króliczka i od razu wielkie halo. Poza tym, przecież nawet w Polsce spożywa się mięso królicze. W każdym większym markecie znajdziemy produkty typu pasztet z królika lub pasztet z królikiem. Co więcej, są nawet w sprzedaży puszki dla psów i kotów z króliczymi fragmentami. Puszki z domowych pupili dla domowych pupili. Idąc dalej, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasła takie jak: pasztet z królika (154 tysiące wyników), dania z królika (358 tysięcy wyników), przepisy z królika (534 tysiące wyników). I tak dalej. Jedzenie królika nie jest zatem zjawiskiem wybitnie niszowym. A skoro ludzie go gotują i spożywają, jasnym jest, że gdzieś kupują to mięso. Żeby było mięso, trzeba ubić króliki. I jest to produkcja masowa. Wiele osób sama hoduje króliki i inne zwierzęta na mięso, wiele z tych osób sama je potem zabija i oporządza. W zależności od kraju są związane z tym różne regulacje prawne, ale nie oszukujmy się, dopóki zabijanie nie dotyczy ludzi, w wielu społecznościach jest nieoficjalne ciche przyzwolenie na naginanie przepisów. Takie rzeczy mają miejsce każdego dnia.


Wracając do tematu, przychodzi mi od razu na myśl pytanie: czy zabicie w czasie audycji kilkutygodniowej kury wywołałoby takie samo oburzenie? Na pewno nie. Oczywiście, kontrowersje byłyby, ale nie aż takie jak w przypadku małej futrzanej kulki. Królik i tak nie był najbardziej szokującym wyborem. Co by było, gdyby to był kot? Albo jeszcze gorzej, pies? Ich mięso także jest spożywane, ale w innych krajach, w innych kulturach. Nie wiem, czy jednak są jakieś racjonalne przesłanki ku temu, aby wartościować zwierzęta wedle gatunku. W  tej chwili mowa o zwierzętach zdatnych do konsumpcji dla ludzi. Oczywiście nie każdy musi się ze mną zgodzić. W mojej osobistej hierarchii wartości brak cierpienia i brak nieuzasadnionej hipokryzji stoi znacznie wyżej niż uwarunkowania kulturowe. Argument, że gdzieś jest inna tradycja niż u nas i na odwrót nie jest dla mnie argumentem. Albo bo tak się zawsze jadło. Wiele rzezy się robiło przez prawie cały okres istnienia naszej cywilizacji, a teraz się nie robi. I jeszcze z innej beczki: a gdyby króliczki albo pieski, które z jakiegoś powodu byłyby odpadkami produkcyjnymi z hodowli, mielono na paszę tak, jak kurczaki płci męskiej? W takich fajnych, dużych młynkach, masowo na papkę?  Warto jeszcze się zastanowić, ile z tych oburzonych osób na co dzień je mięso? Ile z tych osób jeszcze tego samego dnia jadła inne zabite zwierzęta na obiad? W czym królik jest lepszy od krowy? Albo od cielęcinki, która jest delikatna i dobra dla brzuszka. Oba się spozywa legalnie w naszym kraju, w Skandynawii z resztą też.  A jeśli nie mięso to może, hmm… sweter z angory?


Nie oszukujmy się, ogrom ludzi nie łączy angory z królikami, sam kiedyś nie łączyłem sądząc, że to jakaś rasa owcy. A co się dzieje z królikami używanymi do produkcji odzieży? No bo przecież nie przechodzą na emeryturę i nie dożywają starości na zielonej łączce. Często kończą w specjalnych komorach gazowych, które w niektórych krajach są stosowanych do uboju małych zwierząt hodowlanych lub do pozbywania się nadmiaru zwierząt w schroniskach lub innych instytucjach zajmujących się kontrolą bezdomnych zwierząt. Ktoś może mi zarzucić, że owy materiał wideo jest wybiórczy, bo są bardziej humanitarne sposoby pozyskiwania sierści, nawet może mi wkleić kilka linków w komentarzach. A ja zadam w takim przypadku pytanie: skąd wiadomo w jaki sposób była pozyskana sierść na sweter, który wisi w sklepie? No i czy ktokolwiek zadał sobie takie pytanie. Owszem, na pewno znajdzie się ktoś, kto sprawdza takie rzeczy, ale takich ludzi jest mikroskopijna ilość. O ile da się sprawdzić pochodzenie i warunki hodowli w co w większości przypadków śmiem wątpić. 

Na koniec nasuwa się pytanie: czy ta cała akcja miała sens? Ciężko stwierdzić, czy ktoś rzeczywiście zastanowi się nad jedzeniem  mięsa czy po prostu przeczyta o wszystkim i napisze pełen oburzenia komentarz przegryzając w międzyczasie pikantne kurze skrzydełka w sosie barbecue. Materiałów na temat hodowli zwierząt jest pod dostatkiem i będzie ich jeszcze więcej, jako że hodowla trwa i jedyne czym się kieruje to zysk. Możemy się zatem spodziewać jeszcze okrutniejszego  traktowania zwierząt.  Królikobójca zaś zostanie publicznie zlinczowany i nawet jeśli miał dobre intencje to niewiele dobrego z tego nie wyniknie, jeżeli w ogóle cokolwiek dobrego wyniknie, bo granie na uczuciach ludzi to stąpanie po bardzo kruchym lodzie, który moim zdaniem tym razem się załamał.

PS
Zapraszam do merytorycznej dyskusji w komentarzach.

Może Cię zainteresuje:

3 komentarze

  1. "Samego mnie nieraz wkurza, gdy słucham wręcz "oświeconego" moralizatorstwa o dobrobycie zwierząt, ochronie ginących gatunków itd. od ludzi jedzących mięso."

    A mnie wkurza takie zero-jedynkowe myślenie u wegan. Albo wszystko albo nic. Jak nie jesteś weganinem, to już nie masz prawa się wypowiadać, bronić zwierząt, przyrody itd. Nie możesz domagać się lepszych warunków dla zwierząt w ZOO albo bojkotować cyrki albo zwalczać kłusownictwo, pseudohodowle psów czy norek, bo wpierdoliłeś szynkę na śniadanie lub tylko jajecznicę ale przecież jedzenie jajek to też okrucieństwo. Jesteś złym podludziem, godnym naplucia pod nogi, cokolwiek byś nie zrobił.
    Wkurza mnie to wynoszenie się wegan ponad innych, ten ich dumny mesjanizm.
    Moim zdaniem metodą małych kroków można zdziałać o wiele więcej, niż takim zero-jedynkowym myśleniem. Z jakiej paki odbieracie takimi tekstami prawo do troski o np. rysie, żubry czy nosorożce?
    Umówmy się: was, wegan, jest stosunkowo mało. Choćbyście się uważali za jedynych sprawiedliwych stąpających po tym świecie, sami nie zdziałacie wiele. Zwłaszcza, że swoim radykalizmem i wynoszeniem się ponad innych częściej zniechęcacie do siebie ludzi niż odwrotnie. Ale jeżeli dzięki działaniom "plugawych wszystkożerców" poprawi się los tych pand czy słoni czy chociażby psów, to czy to i tak nie jest jakiś krok do przodu ku poprawie świata? Moim zdaniem tak.

    Według mnie w tej akcji chodziło przede wszystkim o zwrócenie uwagi na to, skąd się bierze mięso, że nie rośnie na plastikowych tackach w sklepie, jak się to już wielu ludziom z "cywilizowanych" krajów wydaje. Trochę mi to przypomina sytuację sprzed roku czy dwóch, kiedy to do niemieckich sklepów Makro trafiły małe prosięta w całości. I nagle okazało się, że hurr durr, jak to tak, taki słodki prosiaczek. Bo 5 plastrów schabu w folii jest ok, ale cały prosiaczek już nie. I TO jest właśnie hipokryzja.

    pzdr, Marta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początek może dodam, że to jest mój osobisty punkt widzenia i nie obejmuje całej zbiorowości wegan czy wegetarian. Piszę w pierwszej osobie, a nie w stylu "my weganie".

      "Z jakiej paki odbieracie takimi tekstami prawo do troski o np. rysie, żubry czy nosorożce?"
      Nie odbieram nikomu żadnego prawa. Osobiście uważam jednak, że zwierzętom hodowlanym dzieje się jednak większa krzywda niż ginącym gatunkom. Osobników tych gatunków jest już tak mało, że ich wyginięcie nie wpłynie za bardzo na równowagę ekologiczną, z resztą i tak wiele z tych osobników nie żyje na wolności tylko albo w zamkniętych strefach lub np ogrodach zoologicznych. Gatunkom tym nie stanie się żadna "konkretna" krzywda. Po prostu ich nie będzie. Miliony zwierząt hodowlanych cierpią zaś w różny sposób każdego dnia.

      "zwalczać kłusownictwo, pseudohodowle psów czy norek"
      Produkcja sporej ilości szynki czy jajek jest taką samą pseudo-hodowlą.

      "Choćbyście się uważali za jedynych sprawiedliwych stąpających po tym świecie, sami nie zdziałacie wiele. Zwłaszcza, że swoim radykalizmem i wynoszeniem się ponad innych częściej zniechęcacie do siebie ludzi niż odwrotnie"
      Nie uważam się wcale za taką osobę. Tym bardziej za radykała. Nikomu też w żaden sposób nie narzucam swojego sposobu myślenia. Nie napisałem nigdzie, że czuję się lepszy lub kimś gardzę. "Na żywo" nie debatuję z ludźmi na takie tematy, chyba, że wychodzi to z ich inicjatywy. Mam znajomych jedzących mięso, nigdy nie robię im wymówek na ten temat. O dziwo, nawet nieraz zdarza się, że jemy na mieście i ktoś je mięsne danie przy tym samym stole. I nie mam z tym problemu. Nie usłyszy ode mnie żadnego komentarza na ten temat. Tutaj akurat jest artykuł, który ma przedstawić moje poglądy na owe kwestie i każdy może przeczytać jeśli chce. A wiele moich poczynań i wyborów nadal uważam za nieetyczne. Mój weganizm nie jest idealny i prawdopodobnie nigdy nie będzie. Osobiście jednak irytuje mnie jak to ładnie ujęłaś „mesjanistyczne” podejście niektórych osób, ale tych definiujących się jako wielcy miłośnicy zwierząt i spożywających produkty hodowli przemysłowej.

      Jeśli chodzi o los zwierząt typu koty czy psy, uważam, że jakiekolwiek rozmnażanie tych zwierząt poza kilkoma wyjątkami powinno być zdelegalizowane.

      A akcja owszem, jest o tym, o czym piszesz. Między innymi dlatego wstawiłem takie a nie inne materiały wideo do postu. Po czym potraktowałem całe wydarzenie jako wstęp do mojego artykułu. Sama zaś akcja była w tej formie niepotrzebna. Jest wystarczająco dużo materiałów pokazujących metody produkcji towarów odzwierzęcych.

      A działać warto i to w każdy sposób. Dziękuję za Twój wyczerpujący komentarz.

      Usuń
    2. Marta, a mnie zastanawia Twoja obecność na ściśle wegańskim blogu skoro tak bardzo nie znoisz wegan.

      Usuń

Like us on Facebook

Subscribe