Podsumowanie 2014. Pizza, koty i gwiezdne wojny

15:38

No cóż, dzisiaj mniej okołowegańsko, bardziej życiowo. Trochę przemyśleń i podsumowań. Jeśli zaś chodzi o plany na nowy rok, to więcej, czy może mniej na ten temat również naskrobałem.

Jakoś nigdy specjalnie nie obchodziłem nowego roku. Nie czuję tej całej atmosfery i wielkiego halo. Owszem, w dzieciństwie sylwester może miał jeszcze dla mnie jakieś atrakcyjne strony, ale prawdopodobnie dlatego, ze można było siedzieć do późna w nocy i położyć się spać dopiero po północy. Jako że moi rodzice bardzo skrupulatnie podchodzili do sprawy mojego chodzenia spać o określonej godzinie, tym bardziej to wydarzenie było po prostu fajne. No i potem fajerwerki. Na chwilę obecną rzadko zdarza mi się kłaść spać przed północą. Fajerwerki też jakoś nie robią na mnie wrażenia. Szczególnie, że część z nich fundujemy my z naszych podatków. Marnowanie pieniędzy budżetowych na takie głupoty to dla mnie absurd, szczególnie, że jest dużo więcej opcji na sensowne ich spożytkowanie. Zaraz mi ktoś zarzuci, że w takim razie zlikwidujmy biblioteki i stadiony. Itd itp.
No cóż, wedle mnie to jednak czy biblioteki, czy stadiony (na których nie bywam wcale) jednak czemuś służą. Wystrzeliwanie pieniędzy w powietrze żeby tam wybuchły, ehh. No i to stres dla zwierząt. Wiele z nich chowa się za kiblem i przez kilkanaście godzin drży ze strachu. Już pomijając te wszystkie pourywane ludzkie palce. Na własne życzenie.



Sylwester zatem upłynął mi niejako jak normalny wieczór. Pizza, koty i Gwiezdne Wojny. Dwa pierwsze jak najbardziej na plus. Ostatnie nieco mnie zawiodło. Nigdy jeszcze nie oglądałem tej sagi filmowej i jakoś w końcu się zdecydowałem. Kojarzyłem wprawdzie głównych bohaterów i mniej więcej o co biega, widziało się też na internecie teksty typu "I am your father" i "I kissed my brother once".


Sama Gra o Tron też mi jakoś nie podpasowała. Serial mnie irytował. Książki przeczytałem około 1/3, a pożyczyłem ją już ponad rok temu. Wracając jednak do GW,spodziewałem się czegoś więcej. Jakiejś nieco lepszej fabuły. Jednak nie to najbardziej mnie ubodło, ale ubogość świata w sadze przedstawionego. Przy tak dużych możliwościach wykreowania wszechświata, tych wszystkich miejsc i planet, czuję spory niedosyt. Tak, wiem, że może ktoś zarzucić argumentem dotyczącym takich a takich możliwości technicznych, takiego a takiego budżetu i tym podobne bzdury. Mnie to nie przekonuje. Jak dla mnie osobiście najbardziej przereklamowana seria filmów, jakie widziałem. Teraz czekam na wyrazy nienawiści od fanów :)

I tak minął sylwester. Tak czyli nijak. Ale książka dobra.

Przyszła mnie jednak mimo wszystko ochota na podsumowanie ostatniego roku, dosyć aktywnego. Jak zwykle nie obyło się bez kilku porażek życiowych kontynuujących kilkuletnie już pasmo nieszczęść, wypadków i nieudanych rzeczy. Dużo rzeczy bardzo mnie zniszczyło w tym roku i dosyć mocno wyczerpało psychicznie i fizycznie. Był też etap przemęczenia, który doprowadził do osłabienia organizmu, i pierwszej od około 6 lat choroby (na szczęście nic poważnego). W pewnej chwili organizm chyba zastrajkował, bo przez kilka dni spałem prawie bez przerwy. W ubiegłym roku wciąż irytowała mnie bezsensowność niektórych rzeczy, sposób, w jaki były zorganizowany i  samo to, że musiałem je robić, jeśli chciałem osiągnąć pewne rezultaty. Rezultatów nie osiągnąłem do końca, a te "rzeczy" zamiast pomagać (co mają w zamierzeniu, teoretycznie według specjalistów z psiej łaski) tylko przeszkadzały. Ostatnie lata nauczyły mnie nie przejmować się różnymi sprawami. Następstwem mojej irytacji było zatem tylko podsumowanie porażek stwierdzeniem typu: aha, ok. Bo po co się niepotrzebnie przejmować i denerwować? Wielu ludzi mnie zawiodło. Zrobiło potocznie w 4 czy 5 liter (jak kto tam woli pisać, sam już nie wiem, jak jest poprawnie ortograficznie). Do tego dochodzi sączenie jadu przez ludzi związane z moimi wyborami na różnych płaszczyznach. W niektórych mało istotnych sprawach, gdy się odstaje od ogółu, słyszy się, że jest się pojebanym. I nie chodzi tu wcale o weganizm. Dziesiątki razy słyszałem, że jestem taki i owaki. I nie będę cytować, bo i tak za dużo przeklinam. I nie piszę tego wszystkiego, żeby się wyżalić. Męczy mnie po prostu ta sztuczna propaganda szczęścia. A codzienność jest jaka jest.



Żeby jednak nie było aż tak bardzo marudnie są też plusy. Wprawdzie drobniejsze i niekoniecznie sumarycznie rekompensują straty, ale są. Na pewno ważne jest to, że pierwszy raz od około 4 lat mieszkam w jednym mieście dłużej niż rok. Ciągłe przeprowadzki z jednego miasta do drugiego są bardzo męczące. Trzeba poznać okolicę, zwieźć graty, zorientować się gdzie co jest i przyzwyczaić do nowego miasta. Ponad rok w jednym miejscu to z pewnością sukces. Pomimo zmiany mieszkania, to nadal jedno miasto. Mimo wszystko za nim nie przepadam. Ale teraz mam park po drugiej stronie ulicy. Zmuszony pewnymi wydatkami podjąłem również pewne dodatkowe aktywności, raz udane, raz wcale. Bilans jednak na plus. Przyszły nowe i ciekawe znajomości. Uporządkowałem sobie pewne poglądy na pewne sprawy. I chyba to najważniejsze. Zacząłem chodzić na zajęcia z malarstwa. Zacząłem działaś w kolektywie, między innymi organizujemy kuchnię społeczną w Kato. Czytam trochę więcej, tak jak chciałem. Czytam więcej książek popularnonaukowych. Chodzę na więcej wystaw i wykładów. Skończyłem rok we względnie neutralnym humorze. To też plus. Obecnie pracuję od jakiegoś czasu nad dwoma kolejnymi projektami internetowymi. W sumie nic specjalnego. Oba związane z moimi zainteresowaniami. Będą kiedy będą.

A plany na nowy rok? Żadne. Nauczyłem się, że nie warto daleko wprzód czegokolwiek planować. Nowy rok nie jest dla mnie też jakimkolwiek motywatorem do działania. Od jakiegoś czasu jak mam na coś ochotę to po prostu zaczynam to robić. Bez terminów i nic na siłę. Odnosi to lepsze skutki niż planowanie. Przynajmniej dla mnie. Na szczęście moje chcętozrobić nie wymagają pieniędzy, albo pochłaniają je w dosyć znikomych ilościach. Z planów nie wymagających specjalnego planowania wpadnie mi w grafik w tym kwartale pewnie ze dwie wizyty w Krakowie. Kilka wykładów czy wystaw w Śląskim. Kilka kuchni społecznych. Ciąg dalszy weganizmu. No i tego bloga również. Pewnie w nieco rozszerzonej formie. O podobne jak ten post posty. Prawdopodobnie. Mam kilka pomysłów na tematy. Pewnie będzie kontrowersja. I nienawiść. Bo jak to tak. No ale właśnie tak, a nie inaczej. Zobaczymy jeszcze, co z tego wyjdzie.


Może Cię zainteresuje:

2 komentarze

  1. Bardzo tu u Ciebie grobowo dziś.
    Wszystkiego dobrego na Nowy Rok, i powodzenia w blogowaniu, jest super!

    Lola

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ciekawa poszerzenia tematyki bloga, czekam :) Niechaj będzie po Twojemu, w końcu to Twój blog. Mojość jest fajna. Pozdrówka

    OdpowiedzUsuń

Like us on Facebook

Subscribe