Kiedyś pasuje (chyba, czy aby na pewno?) zacząć jeść sałatki czyli pierwsza od dawna improwizowana

19:35

Kiedyś pasuje (chyba, czy aby na pewno?) zacząć jeść sałatki. Niektórym osobom nieobeznanym w okołowegańskich tematach fakt, że nie jem sałatek (chociaż to nie tak do końca) sprawia, że czują się zagubieni. No bo weganie jedzą niby tylko sałatki. Ja owszem, sałatkę zjem, ale raczej jak ktoś ją zrobi. Na palcach jednej ręki mogę policzyć wszystkie sałatki, które sam zrobiłem przez ostatnie dwa lata. Ale dlaczego tak się dzieje? Przecież warzywa są zdrowe. No cóż, w grę wchodzi lenistwo. Najpierw przechodziłem etap po prostu jedzenia wszystkiego jak leci. Czyli brało się pół cukini, kilka marchewek i jadło ugryzając. Do tego pomidory na połówki, kawałek np tofu i  już. Przechrupywało się czasami i kilo marchewki przy jednym filmie. Potem nadeszła era blendera o dużej mocy i wszystkie warzywka po prostu lądowały w kielichu z wodą, grzybami, siemieniem, ziarnami, bananami i oliwą. Tak jest do dzisiaj i raczej będzie nadal. Naszła mnie jednak ostatnimi czasy chętka na jakieś sałatki, więc oto i jest:

- ok 50g marynowanego tofu
- ok 10 oliwek
- 4-5 centymetrów grubego pora
- 3 łyżki ciecierzycy (miękkiej i to bardzo)
- kopiasta łyżka sezamu
- pieprz, opcjonalnie sól (słoność oliwek mnie wystarcza już sama w sobie)
- odrobina oliwy

Jedyne co wymaga wspomnienia to fakt, że sezam prażyłem przez chwilę na suchej patelni co chwilę go podrzucając. Reszta chyba nie wymaga komentarza :)


Może Cię zainteresuje:

0 komentarze

Like us on Facebook

Subscribe