Dlaczego NIE oglądać programów Jamiego Olivera wieczorem

22:51

Bardzo lubię oglądać różne programy kulinarne. Co może być dla niektórych zaskakujące albo wręcz oburzające to fakt, że oglądam właściwie jak leci. I nie mam tu na myśli oglądania jakiś miernych kucharzyn. Chodzi o to, że oglądam programy, w których gotują kuchnię "tradycyjną" czyli zawierającą całą masę niewegańskich, a nawet niewegetariańskich składników.

Siadłem zatem dzisiaj wieczorkiem z półtoralitrowym kubłem zielonego koktajlu i zacząłem oglądać Jamiego Olivera. I cholera, musiał robić makaron od zera. No i ja się na ten makaron strasznie napaliłem. I nie przeszkadzało mi, że kto to widział robić ciasto na makaron o dziesiątej w nocy. Wprawdzie trzeba było ruszyć dupsko z kanapy, ale o dziwo obyło się bez zwyczajnych oporów.

Niby wszystko super, zagniotłem ciasto z mąki pszennej, oliwy, łyżeczki zmielonego siemienia i majeranku. A tu zonk, okazało się, że ja przecież nie mam wałka. Po kilku minutach przeszukiwania szafek w poszukiwaniu czegoś walcowatego skończyło się na wałkowaniu ciasta wyparzoną puszką mleka kokosowego. Niestety i puszka nie zapewniła mi pożądanej cienkości ciasta, ale i tak wszystko się ładnie ugotowało i nie miało kluchowatej konsystencji.

W międzyczasie podsmażyłem na odrobinie oliwy 90g tofu i dużo boczniaków. Jak już puściło sok i trochę odparowało, doprawiłem słodką papryką i dorzuciłem makaron. Dodałem sos sojowy i sok z cytryny. Na koniec dorzuciłem drobno posiekane liście rzodkiewki, które dały fajny pikantny posmak.

A poniżej efekty półgodzinnych (o dziwo tak krótkich) zmagań z makaronem. Światło niestety od lampy i to energooszczędnej, więc jakością nie powala:


Może Cię zainteresuje:

1 komentarze

  1. ja tez uwielbiam programy kulinarne, Jamie, Gordon i Nigella to moim ulubiency, chociaż wszyscy zgodnie deklaruja miłość do mięsnych potraw ;)
    makaron wygląda pysznie! :)

    OdpowiedzUsuń

Like us on Facebook

Subscribe