Proces produkcyjny czyli od kaszy do naleśników (z boczniakami)

11:43

Nie ma co się czarować, ceny "alternatywnych" mąk porażają. Szczególnie jeśli  takiej mąki chcemy użyć w większej ilości. Nieraz pasowałoby użyć te pół kilo, czy nawet trzysta gram, a tu niespodzianka - paczka 300g za 14zł. No normalnie rozbój w biały dzień. Poza tym jest gigantyczny problem z dostępnością. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie zapieprzał na drugi koniec miasta lub do drugiego miasta; łączmy się w bulu (jak to mawiał Pan Prezydent) z mieszkańcami wsi i małych miasteczek. Trzeba zatem wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić wszystko samemu.

Zabrałem się zatem do mielenia. Kasza gryczana niepalona (cudem znaleziona u jednej osoby na rynku) poszła w obroty i w pół minuty obróciła się w proch. Zadziwiająco mój młynek do kawy dał sobie radę i po odkręceniu pokrywki nad pojemnikiem uniosła się biaława mgiełka. Popijając raz po raz zajebiście smaczny koktajl ze wszystkiego co mi w padło w ręce wyrobiłem ciasto z mlekiem sojowym, solą i ostrym pieprzem. Dorzuciłem drobno posiekane boczniaki (normalnie towar deficytowy w sklepach, jedną marną tackę oszczędzałem na 3 razy). Wymieszane wszystko z dodatkiem oliwy wrzuciłem na patelnię, poobracałem parę razy i z niecierpliwością machnąłem jakąś fotkę.

Wyszło zadziwiająco ... smaczne! Myśląc o mące gryczanej miałem raczej jakieś myśli o czymś takim niespecjalnie smacznym, a tu totalne zaskoczenie. Prawdę mówiąc, bardziej mi smakowało niż taki naleśnik robiony na mące pszennej. Trzeba będzie nakupić trochę kaszy gryczanej i zabrać się za mielenie.

A tutaj końcowy produkt. Może nie wygląda okazale, a zdjecie nie jest zajebiście wystudiowane jak na co niektórych blogach, ale ja lubię jeść ciepłe. I nie lubię czekać, lubię jeść. Szczególnie jak już coś leży na talerzu ;)


Może Cię zainteresuje:

0 komentarze

Like us on Facebook

Subscribe